Ciałopozytywność nawołuje do akceptacji własnej powierzchowności, pielęgnowania zdrowej relacji ze samym sobą i przede wszystkim uświadamia o różnorodności naszych ciał. To ostatnie wydaje się być czymś szczególnie ważnym i potrzebnym w czasach, gdy wyśrubowane standardy urody, przedstawiane w mediach, przestają być osiągalne w prawdziwym życiu. Ruch ten jest zatem jak duży parasol, pod którym mogą schować się wszystkie osoby, niezależnie od tego, jak wyglądają – akceptowani są wszyscy. Jednak zanim spopularyzowana została ciałopozytywność, istniał już ruch fat acceptance, wspierający osoby otyłe. W zasadzie obydwa ruchy wiele łączy i często wymieniane są obok siebie, bo w końcu jeden zawiera się w drugim. Ale nie wszystkie osoby plus size czuły się dobrze pod tym parasolem razem z tymi, którym zazwyczaj nie było szczególnie daleko do pożądanego powszechnie wzorca. Uważają one, że, o ile wszystkim ciałom należy się szacunek, to jednak nie wszystkie ciała traktowane są tak samo, i to właśnie otyłości należy się w całym nurcie szczególne miejsce. Wiele puszystych osób przestało się z ciałopozytywnością identyfikować, za to czuły się jak w domu wśród otyłopozytywnych.

Działacze ruchu fat acceptance sprzeciwiają się stygmatyzacji otyłych i dążą do zwiększenia powszechnej świadomości na temat problemów, z którymi muszą mierzyć się osoby większych rozmiarów. W praktyce ich działania zmierzają do znormalizowania wizerunku osoby z nadmierną masą ciała. Z kolei Health At Every Size, które z fat acceptance wyrasta, wręcz jasno deklaruje, że można być zdrowym w każdym rozmiarze, ze szczególnym naciskiem na nadwagę i otyłość – co już na wstępie budzi poważne zastrzeżenia. Nurty te nie negują istotności zdrowego żywienia i aktywności fizycznej, ale ich głównym celem jest promocja zdrowej relacji ze samym sobą. Do widocznych działań należą promowanie samoakceptacji, szacunku do samego siebie, poczucia własnej wartości, jedzenia intuicyjnego (bez żadnych restrykcji, z naciskiem na wyczuwanie sygnałów, jakie wysyła organizm) oraz negowanie stosowania diet (i całej kultury diety, która jest uważana za źródło cierpienia osób otyłych). Niestety, pod hasłem otyłopozytywności, aktywne są ogromne zastępy osób szerzących nieprawdziwe informacje, na czele z tą, jakoby otyłość i zły stan zdrowia nie były powiązane.

„SĄ NA TO BADANIA”

W temacie działań otyłopozytywności nie możemy mówić o żadnych twardych dowodach naukowych – większość zgromadzonych dotąd danych wskazuje na korelację, ale nie związek przyczynowo-skutkowy. Dotychczasowe badania sugerują, że dyskryminacja osób otyłych nie pomaga im w poprawie jakości życia i zdrowia (co ani trochę nie dziwi), a zajęcia adresujące ich psychologiczne problemy prowadzą do tego, że lepiej postrzegają samych siebie (co, podobnie, nie jest zaskakujące). Istnieją programy prowadzone pod patronatem Health At Every Size, skierowane do osób z nadmierną masą ciała, które skupiają się na pracy z przekonaniami i poczuciem własnej wartości (zdrowe żywienie i aktywność fizyczna nie są narzucane). Kiedy porównamy uczestników takiego programu, którzy uczeni są zdrowej relacji z jedzeniem (ale nie stosują żadnej diety) z uczestnikami typowego programu, opierającego się na stosowaniu diety redukcyjnej, różnice również nie są niespodziewane. Ci niestosujący diety mają wyraźnie lepsze wyniki w sferze psychologicznej, poprawiają się niektóre parametry zdrowotne, ale ich masa ciała się nie zmienia. Ci stosujący dietę są bardziej obciążeni psychicznie, mają podobnie poprawione parametry zdrowotne, a utrata masy ciała jest istotnie większa (choć najczęściej nie jest ona utrzymywana).

A może by tak połączyć stosowanie diety z pracą nad własną psychiką i relacją z jedzeniem?
Środowiska fat acceptance krytykują stosowanie diet, mówiąc, że prowadzą one do negatywnych konsekwencji emocjonalnych i ich stosowanie wcale nie pomaga, a wręcz może szkodzić. Tutaj jednak trzeba pewne kwestie rozróżnić – restrykcyjne diety, zwłaszcza stosowane często, zdecydowanie nie są ani korzystne dla zdrowia (z wyjątkami), ani długoterminowo efektywne. Zresztą jak wszelkie diety nieracjonalne. Wynika to z konieczności przestrzegania planów żywieniowych wymagających dużych pokładów silnej woli, ze zorientowania na konkretny wynik lub efekt, zamiast na stopniową i długotrwałą zmianę nawyków. Zdecydowanie, wiele osób z nadwagą czy otyłością potrzebuje psychologicznego wsparcia. Ale – powiem teraz coś kontrowersyjnego – dla dobrego zdrowia oni potrzebują też schudnąć. Zgadzam się, że szykanowanie za tuszę nie jest ani trochę pomocne, tak jak notoryczne udzielanie porad zdrowotnych, kiedy o nie nikt nie prosił. To natomiast nie zmienia faktu, że utrata masy ciała jest czymś realnym i osiągalnym. Choć nie brakuje w sieci nieprawdziwych informacji, które sugerują wprost przeciwnie, utrudniając i odraczając proces utraty wagi, w dodatku podważając jego znaczenie dla zdrowia. Dobra relacja ze samym sobą, szacunek do siebie, własnego ciała są w mojej ocenie ważnym elementem długoterminowej zmiany stylu życia, która nie pogarsza, ale poprawia jego jakość. Ale to wszystko zakładając, że tę zmianę chce się wprowadzić. Jest to w mojej opinii dużo bardziej racjonalne niż wmawianie sobie, że opinia innych nie ma żadnego znaczenia. Bo liczne emocjonalne wpisy otyłopozytywnościowych blogerów sugerują co innego.

PRZEDSTAWICIELE OTYŁOPOZYTYWNOŚCI ROBIĄ JEJ ZŁY PR

Obserwując w Internecie zachowania zwolenników fat acceptance, na początku nie dowierzałam, że te absurdalne rzeczy, które mówią, są zupełnie na poważnie. Wśród otyłopozytywnych są też osoby chcące nad sobą pracować. Ja mówię jednak o tym, co kłuje w oczy i jest stosunkowo powszechne. Przykładów mam w zanadrzu dużo więcej niż przytoczę tutaj. Niestety, znalezienie ich nie było ani trochę trudne.

W jednym z filmów na YouTube dziewczyna z nadmierną masą ciała żaliła się po wizycie u lekarza. Była urażona jego pytaniem, czy badała się w kierunku cukrzycy: „Jak to? A niby dlaczego miałabym się badać?”
No właśnie. Dlaczego ten doktor powiązał jej nadmierną masę ciała z ryzykiem cukrzycy, zgodnie z tym co mówi nauka? A na końcu wizyty otrzymała od niego broszurę, gdzie było napisane, że otyłość wynika z nadmiaru kalorii – co było ciosem poniżej pasa (mimo że to równie powszechna wiedza).
„Przecież jest wiele innych przyczyn otyłości! Pestycydy, zanieczyszczenia…”
Naprawdę? To „retencja płynów” i „grube kości” brzmią poważniej. Nie ma fizycznej możliwości, żeby przytyć bez dodatniego bilansu energetycznego. Bardzo powszechny jest natomiast fakt niedoszacowania spożywanych przez siebie kalorii.
Porada lekarska jest często mylona z fat-shamingiem. O ile faktycznie zdarzają się lekarze nieuprzejmi, kompletnie bez wyczucia dla pacjenta, to jednak…czy informacja, że powinien schudnąć, to naprawdę już krok za daleko? To nie jest sugestia dotycząca ubioru. To ważna informacja zdrowotna.
Wielu otyłych narzeka, że lekarz mówi tylko o zrzuceniu masy ciała, a nie szuka przyczyn (!). Obawiam się jednak, że w znaczniej większości przypadków, to właśnie nadmierna ilość tkanki tłuszczowej jest główną przyczyną problemu zdrowotnego, a jej redukcja – właściwym postępowaniem. Mówiąc precyzyjniej, chodzi przede wszystkim o procent tłuszczu zlokalizowanego trzewnie. Jednocześnie nie jestem przekonana, żeby niezwykle empatyczna rozmowa z pacjentem na temat jego otyłości była najlepszym rozwiązaniem. Większym problemem wydaje się być ignorancja i przewrażliwienie otyłopozytywnych osób. Jednocześnie, fakt własnej tuszy jest nie tak rzadko nieuświadomiony lub wypierany i tłumaczy się go na rozmaite sposoby, włącznie ze „złą perspektywą” na zdjęciu i kompetencjami fotografa.

Pewna instagramerka pisze: „Możesz nie zgadzać się na zmienianie swojego ciała i nadal nie do końca je lubić (w wersji oryginalnej „ciało” otrzymało rodzaj żeński – „(…) disliking how SHE looks”). Masz prawo tęsknić za swoją szczuplejszą wersją.”
Prawdą jest, że jesteśmy czymś więcej niż ciało. Lecz bycie wartościową osobą to jedno, a nadmiar tkanki tłuszczowej – to drugie. Jednak zarówno poczucie własnej wartości jak i rozmiar własnego ciała są możliwe do zmodyfikowania.
Cóż, przynajmniej w końcu ktoś napisał, że jednak większość osób dążących do pokochania siebie tak naprawdę wolałaby być szczupła. Ale oni wybierają bronić status quo i nic nie zmieniać, poza swoim nastawieniem. Czy może bardziej – poza nastawieniem innych, żeby akceptowali i podziwiali ich tuszę, która jest, jak to mówią, tylko jednym z wariantów ludzkiej sylwetki, a może nawet – jedną z odmian piękna. Bo jeśli opinia innych byłaby dla otyłych bez znaczenia, to w zasadzie większość ich problemów by znikła.
I zastanawia mnie, dlaczego jest w porządku to, że możesz nigdy nie pokochać swojego ciała? Czy więc nie lepiej byłoby podjąć wysiłek, by zrzucić parę kilo i czuć się w swoim ciele lepiej? Jednoczesne nie lubienie swojego ciała i odmawianie pracy nad zmianą go nie brzmi jak dla mnie ani optymistycznie ani sensownie.

Na prootyłościowych profilach (tych jednocześnie sprzecznych z nauką i często też ze zdrowym rozsądkiem) można niekiedy zaobserwować agresywne opisy, na przykład: „ŻADNYCH nieproszonych wiadomości prywatnych, usunę wszystkie fat-fobiczne komentarze i osoby, #nothereforyou [nie jestem tu dla ciebie]”.
W samych treściach też znajdziemy nie tak mało negatywnych emocji (tutaj cytat z postu z poprzedniego przykładu): „nie musisz kochać swojego ciała, niezależnie od tego, co promują szczupłe, zamożne, heteroseksualne, cis-płciowe [nie trans, czyli mowa o prawie wszystkich], białe kobiety”. No jak dla mnie to trochę za dużo… Aktualnie w mediach widzimy i tak znacznie więcej wszelkich mniejszości, niż faktycznie ich jest w rzeczywistości. Kiedy czytam tego rodzaju posty, odnoszę wrażenie, że to wszystko jest bardziej PRZECIWKO kulturze diety i fitnessu, niż ZA promowaniem zdrowej relacji ze samym sobą.
Niekiedy brzmi to jak jakaś religia – inna propagatorka nurtu zachęca do powtarzania za nią słów przysięgi, takich jak: „nigdy nie powiem mojemu dziecku, żeby przeszło na dietę” albo „będę utrzymywać, że wszystkie ciała są dobrymi ciałami”.

Obserwuję na Instagramie hashtag #evidencebasednutrition, czyli dietetyka oparta na dowodach. Co ciekawe, ale i alarmujące – tym hashtagiem oznaczonych jest mnóstwo postów w nurcie fat acceptance, w stylu: „Dieta jest lekarstwem, które nie działa, na chorobę, która nie istnieje”. Zaczęłam już zgłaszać te posty jako zawierające nieprawdziwe informacje i Was też zachęcam do działania jeśli spotkacie się z tego rodzaju nadużyciami na platformach społecznościowych.

https://www.freepik.com/free-photos-vectors/fashion

STYGMATYZACJA OTYŁYCH

Ruch fat acceptance chce walczyć ze stygmatyzacją osób puszystych. Faktycznie, otyłym częściej przypisuje się negatywne cechy osobowości niż szczupłym. Ale przecież tak samo lepiej oceniani są ludzie z symetryczną twarzą, lśniącymi włosami, czy gładką, elastyczną skórą. Nie jest to dziwne ani tym bardziej niewłaściwe, że podobają nam się ci, którzy wyglądają na zdrowych, z dobrymi genami, zdolnych do reprodukcji. I mamy na to niewielki wpływ, te oceny to proces podświadomy. No chyba że będziemy propagować nadwagę i otyłość, promować je w mediach – z czasem może coś by się zmieniło. Jednak myślę, że tego nie chcemy. Można tolerować otyłość, ale trudno wymagać, żeby ona się większości podobała. W największym stopniu możemy panować nad tym, co mówimy na głos. I przydatna może być też odrobina świadomości – o ile nadmierna masa ciała jest ZAWSZE wynikiem dodatniego bilansu energetycznego, to – im wyższa masa ciała, tym większe ryzyko zaburzeń hormonalnej regulacji głodu i sytości, a więc – tym trudniej o kontrolę nad jedzeniem. Przyczyna problemu może też leżeć w zaburzeniach odżywiania, gdzie trudno winić za niedostatek silnej woli. W dodatku, pewne geny, stany chorobowe i leki sprzyjają nabieraniu masy ciała (sprzyjają, ale nie determinują). Zatem otyłość nie musi być wynikiem lenistwa i gnuśności, a na pewno nie wynikiem tylko tego. Nie mniej jednak, nawet w przypadku współistniejących chorób utrudniających redukcję masy ciała, z reguły i tak jest ona możliwa. A brutalna prawda jest taka, że najczęściej jest to kwestia nadmiernej wartości energetycznej diety przy niedostatku aktywności fizycznej.

BRUTALNA RZECZYWISTOŚĆ

Wiele osób z nadmiarem tkanki tłuszczowej szczerze to przyznaje. Nie ważne jak głośno Internet mówi o wieloprzyczynowości tego stanu. Sporej części osób otyłych ruch fat acceptance się nie podoba. Są bardzo świadomi, że wysoka masa ciała nie służy ani ich zdrowiu, ani samopoczuciu. Nie chcą tego stanu akceptować, za rozsądne uważają wzięcie za siebie odpowiedzialności. Często twierdzą, że wręcz potrzebują usłyszeć prawdę prosto w oczy, że to ich napędza do pracy nad sobą. Sami żartują nawet: „Osoby grube powinny chodzić w marszach dla akceptacji otyłości. Od trzech do pięciu razy tygodniowo. Przez 40 minut do godziny”. Dystans do siebie dużo ułatwia, ale też za brak dystansu nie ma sensu nikogo winić.

Ja również nie uważam za dobry pomysł wspierania się wzajemnie w byciu otyłym. Jest to lepsze niż bycie otyłym bez wsparcia, ale gorsze niż wsparcie w zmianie swoich nawyków zarówno związanych ze stylem życia jak i schematami myślowymi. Badania sugerują, że wzmacnianie samoakceptacji u otyłych faktycznie poprawia ich samopoczucie i nie prowadzi do przyrostu masy ciała. Ale nie prowadzi też do redukcji. Jedni otyli nawzajem utwierdzają się w przekonaniu, że bycie grubym jest w porządku. Albo, że skoro nie mogą schudnąć, to znaczy że ich ciało „chce być grube”. A drudzy przyznają, że tak naprawdę to im się nie podoba i próbują coś z tym robić. I są tacy, którzy sukces osiągają – nie dlatego, że tak chciał ich organizm. Natomiast większość osób, niestety, robi to nieoptymalnie i w pewnym momencie ich siła woli jest totalnie wyczerpana całym procesem. Wynika to w dużej mierze z niepowodzeń w procesie kształtowania nawyków. Czasem, oprócz pracy nad dietą czy aktywnością fizyczną, wizyta u psychologa, psychodietetyka albo psychiatry jest bardzo wskazana.

Trzeba jeszcze zaznaczyć, że lekka czy umiarkowana nadwaga różni się od otyłości. Ta pierwsza to jeszcze nie choroba. To stan nieoptymalny, ale też niezwiązany z aż tak dużym ryzykiem zdrowotnym jak otyłość. I też nie chodzi o to, żeby każdy był chudy jak patyk. Jednak są pewne granice, powyżej których sprawa już robi się poważna. Normy dla masy ciała nie są przypadkowym wymysłem i są na tyle szerokie, żeby szanować ludzką różnorodność, ale jednocześnie promować zdrowie. Moda na stosowanie diet, anorektyczne modelki, fat-shaming, w końcu doprowadziły do oporu. I doszło do tego, że zaczęto dążyć do ustanawiania nadmiernej masy ciała wariantem normy, czyli wchodzić w drugą skrajność.

Nadwaga i otyłość powoli staje się normą i tym samym coraz większym problemem. Według badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii, ilość osób z nadwagą i otyłością, uważających swoją masę ciała za prawidłową, wzrosła o 37-40% u mężczyzn i o 17-19% u kobiet między rokiem 1997 a 2015. Wśród tych osób, próba utraty masy ciała była o 85% mniej prawdopodobna niż u osób, które prawidłowo uznały, że ich waga jest powyżej normy. Podobnie, w innym badaniu, oszacowano na 80% szansę, że rodzic dziecka z dużą nadwagą (BMI w 98. centylu) oceni jego masę ciała jako prawidłową. Proces normalizacji nadwagi i otyłości już trwa i jest w rozkwicie. A skutkiem tego są zbyt późne interwencje oraz pogorszenie zdrowia społeczeństwa.

MIĘDZY AKCEPTACJĄ A DZIAŁANIEM

Akceptacji domagają się przede wszystkim Ci, którzy jej nie mają sami dla siebie. Dlatego też najrozsądniej wydawałoby się zacząć od samoakceptacji. Tylko, czy chodzi o to, żeby zaakceptować, że jest się grubym i już? Tak jest łatwiej. Zmiana myślenia poprawia zdrowie psychiczne, ale jeśli nie towarzyszy jej faktyczna zmiana nawyków, to nie zmieni się masa ciała. Ja jednak wierzę w liczne dowody naukowe, które mówią, że ilość trzewnej tkanki tłuszczowej ma znaczenie. TAK dla samoakceptacji, ale jednocześnie TAK dla zdrowego stylu życia. Ostatecznie, wypracowany szacunek do siebie i własnego ciała, a także większe poczucie własnej wartości, mogą korzystnie wpłynąć na to, czym siebie karmimy.

Są też osoby, które autentycznie lubią swoją tuszę. Jak najbardziej mają do tego prawo i należy to uszanować, jednak jest to niezdrowe. Mi na przykład podobają się słusznych rozmiarów koty – ale osobiście kota nigdy bym nie utuczyła, bo mi na dobru zwierząt zależy. Istotny jest też fakt, że otyłość generuje duże koszty związane z leczeniem – nie jest to więc tylko i wyłącznie sprawa osób otyłych. Tak samo, niektórzy decydują się na używki czy narkotyki, co też może nam się nie podobać i też musimy później płacić za leczenie tych osób. Ale w każdym przypadku możemy i powinniśmy szerzyć wiedzę dotyczącą niekorzystnych skutków jakie niesie otyłość, podobnie jak robimy to odnośnie palenia tytoniu czy spożywania alkoholu. Kwestie zdrowotne związane z tkanką tłuszczową, w tym temat otyłości zdrowej metabolicznie, poruszę szerzej w kolejnym artykule.

Dziękuję Ci za przeczytanie tego wpisu.
Jakie są Twoje przemyślenia w tym temacie? Zgadzasz się ze mną, czy może masz inne zdanie? Napisz co sądzisz w komentarzu, a jeśli uważasz wpis za wartościowy, będę Ci bardzo wdzięczna za udostępnienie go innym 🙂

*****

Źródła

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 Odpowiedzi na “CIAŁOPOZYTYWNOŚĆ A OTYŁOPOZYTYWNOŚĆ. ROZSĄDNE GRANICE CZY BEZGRANICZNY APETYT?”

  1. Alicja says:

    Super tekst Ola, powinnaś pisać do czasopisma o dietetyce! Zawarłaś dużo informacji i intensywnie rozwinęłaś przez co trochę ciężko zebrać mi myśli w jeden komentarz. Zgadzam się z Tobą w 100%. Zaakceptowanie swojego wyglądu i osoby jest ważne, co nie wyklucza konieczności pracy nad sobą. W końcu otyłość to choroba. Psychika ma potężną moc:)

    Odpowiedz
  2. Piotrek says:

    Niewidzenie problemu w otyłości tak samo skojarzyło mi się z niewidzeniem problemu w alkoholizmie,czy narkomanii. Jasne, że nie należy nikogo nękać za jego problemy, ale kiedy ten ktoś nie chce ich rozwiązać, to szkodzi tak samo sobie, jak i społeczeństwu: nam.

    Odpowiedz
  3. Mateusz says:

    Nie należę do osób chudych, jestem raczej krępy, ale to zmieniam. Wszystko jest do wypracowania, trzeba tylko poświęcić trochę czasu na to, by dobrze się z tym czuć, bo walka jest przede wszystkim dla nas samych, dla naszego zdrowia.

    Odpowiedz